8 lipca 2017

Z wizytą u Koziołka Matołka

Gdy 2 lata temu miałem po raz pierwszy okazję być w Pacanowie, powiedziałem sobie, że muszę tam jeszcze kiedyś pojechać i tak też zrobiłem 8 czerwca. Chociaż tydzień wcześniej przejeżdżałem w pobliżu, jadąc krajową drogą numer 79 z Sandomierza na Kraków, to jednak żadnych oznak Koziołka Matołka nie widziałem, dlatego to się nie liczy :)


© Mirek W. / Przy drodze krajowej nr 73 niedaleko Pacanowa. Bardzo lubię takie kadry :)

10 czerwca 2017

Program 500+ dla rowerzystów

Już od kilku lat miałem wielką chrapkę na zrobienie trasy 500 km, jednak na samą myśl robiło mi się słabo, ale w końcu dojrzałem do tej decyzji psychicznie i fizycznie :) Nie było łatwo zdecydować się, by powiedzieć "A jadę jutro, machnę sobie pół tysiąca kilometrów rowerem, przecież to nic takiego".

No właśnie tak sobie powiedziałem niedawno, gdy już opadł kurz po Tour De Tatry i nogi same rwały się w drogę. Przejechałem 400 km w górach, to tym razem pojadę po bardziej płaskim terenie i zrobię 100 km więcej - tak pomyślałem i 2 czerwca o równej północy wybrałem się na moją najdłuższą i najcięższą wycieczkę rowerową.

Program 500+ dla rowerzystów - wyprawka na wycieczkę rowerową
© Mirek W. / Wyprawka na drogę :) Jeszcze do tego woda w bidonie, narzędzia, oświetlenie.

21 maja 2017

Tour De Tatry - po raz drugi

Od mojej pierwszej wycieczki na słowacką stronę Tatr minęły 2 lata i już prawie zapomniałem jak tam jest pięknie, dlatego 18 maja wybrałem się ponownie. Żeby zrobić sobie jakieś urozmaicenie, pojechałem w odwrotnym kierunku niż poprzednio, a zatem wjechałem na Słowację w Chyżnem, a wróciłem do Polski w Łysej Polanie. Po stronie słowackiej jechałem dokładnie tą samą trasą, a pozostała część po stronie polskiej znacznie się różniła i w sumie dystans wyszedł mi 400 km z hakiem :) To mój drugi trip z czwórką z przodu i generalnie najtrudniejszy ze względu na spore przewyższenia jakie musiałem pokonać. Rekordowe 416 km zrobiłem po bardziej płaskim terenie.


Tour De Tatry - po raz drugi / wschód słońca w okolicy Jabłonki
© Mirek W. / Słoneczko grzej, bo zimno, brr!

24 lutego 2017

Uwaga na pękające ... bidony Zéfal Magnum

Wpis ten będzie krótki, jak sik pająka, bo cóż można wiele napisać, gdy chce się jedynie przestrzec kogoś przed kupnem wadliwych bidonów marki Zéfal. A w sumie, to może nie tyle przestrzec, co wyrazić własne zdanie na ich temat, po krótkiej przygodzie z nimi, jednak bez happy endu. Ktoś może ma lepsze doświadczenia z nimi związane i być może dlatego, że jego model różnił się od moich, lub po prostu mi się trafiły z jakiejś felernej partii. Trzeba uważać na kogo się gło... yyy to znaczy, co się kupuje.

Uwaga na pękające ... bidony Zéfal Magnum czarne litrowe
© Mirek W. / Nie wygląd się liczy, a wnętrze :)

13 października 2016

Jak dzięki facebookowi spełniło się jedno z moich rowerowych marzeń

Rzadko coś tutaj piszę, ale to nie znaczy bynajmniej, że zapadłem w letarg, tudzież jakiś wampir energetyczny wyssał ze mnie całą energię. Nie, nic z tych rzeczy. Moja dusza potrzebuje ekspresji dlatego wyrażam moje emocje za pomocą wierszy, które od czasu do czasu "tworzę" i zdjęć które robię. Wiele się dzieje w moim życiu. Nowe osiągnięcia, nowe znajomości, nowe miejsca odwiedzone.

Zima, to okres kiedy mój rower zaczyna nie nadawać się do dłuższej jazdy, bo układ napędowy dostaje solidny wycisk przez cały rok i jego elementy wymagają wymiany. Ograniczam wtedy do minimum jazdę, dopóki nie kupię i zamontuję nowych podzespołów, których szukam zazwyczaj na aukcjach Allegro lub w sklepach internetowych. Taka wstrzemięźliwość rowerowa zwiększa tylko apetyt na doznania jakich miałbym doświadczyć w najbliższej przyszłości, wywołując lawinę myśli krążących wokół dwóch kółek i zakątków do których mógłbym się wybrać razem z nimi.

Tak było w zimie 2014/2015, kiedy to moją głowę zaczęły wypełniać przeróżne marzenia i plany rowerowe, które snułem przed nadchodzącym sezonem wiosenno letnim. Na rowerze jeżdżę od najmłodszych lat i o dziwo nigdy nie wybrałem się na nim na wycieczkę, która trwałaby więcej niż jeden dzień. Często pojawiała się w moich rozmyślaniach taka koncepcja, jednak w starciu z wytaczaną przeze mnie artylerią wszystkich przeciwności, ograniczeń i problemów jakie miałbym do pokonania, gasła momentalnie jak zdmuchnięta świeczka.

Jak dzięki facebookowi spełniło się jedno z moich rowerowych marzeń
© Mirek W. / Wieczny marzyciel, od niedawna niepoprawny optymista z głową w chmurach i z muzyką w uszach. To cały ja. Już wiem, że warto marzyć, warto śnić, warto kochać, warto żyć.