![]() |
© Mirek W. / Przy drodze krajowej nr 73 niedaleko Pacanowa. Bardzo lubię takie kadry :) |
Plan był prosty jak szprycha. Wyznaczyłem na mapie trasę i wyszło, że w jedną stronę jest około 150 km, więc spokojnie mogłem wyjechać o świcie i wrócić mniej więcej o zachodzie słońca, mając jeszcze kilka godzin rezerwy na przerwy. Jak się okazało wyszło niecałe 300 km i w porównaniu do mojego rekordu 501 km, była to przysłowiowa bułka z masłem, chociaż miałem ze sobą tylko bułki z żółtym serem i pomidorem :)
Rano zjadłem gotowany ryż z filetem z kurczaka lekko podsmażonym i do tego buraczki ćwikłowe marynowane, a wyruszyłem w trasę o 5:00, gdy już słoneczko pojawiło się na horyzoncie i zaczynał się piękny dzień. To miała być całkowicie rekreacyjna wycieczka, bo miałem wystarczająco dużo czasu, żeby jechać bez pośpiechu i delektować się przyrodą i architekturą z czego czerpię wiele przyjemności. Zawsze na moich wycieczkach wypatruję też starych, zwykle drewnianych chatek, które fotografuję i prezentuję na blogu. Tak było i tym razem i udało mi się kilka upolować.
![]() |
© Mirek W. / Śniadanie. |
W kierunku Pacanowa jechałem trasą, którą w większości znałem na pamięć i nie musiałem się zatrzymywać dodatkowo, by sprawdzać na mapie gdzie jechać, a jedynie wtedy, gdy miałem potrzebę pójść na stronę, chwilę odpocząć, coś przekąsić lub gdy chciałem zrobić zdjęcia.
W Biskupicach Radłowskich kilkadziesiąt metrów od drogi znajduje się cmentarz wojenny z okresu I Wojny Światowej, który widać z daleka za sprawą pomnika usytuowanego w jego centralnej części, wysokiego na 11 metrów. Przejeżdżałem tamtędy już kilka razy, ale nigdy nie miałem czasu by się tam zatrzymać, a tym razem czas mnie nie gonił i postanowiłem podjechać bliżej.
![]() |
© Mirek W. / Biskupice Radłowskie, cmentarz wojenny z okresu I Wojny Światowej. |
Miałem 100 km w nogach i zbliżała się pora jedzenia. Musiałem więc zjeść kilka bułek, które wiozłem ze sobą, żeby się doładować na dalszą drogę. Do tej pory wcinałem wafle ryżowe, które w pewnym stopniu łagodziły głód, ale jednak bułeczki z żółtym serem i pomidorem działały lepiej.
Kilka kilometrów dalej w Żabnie usytuowałem się na przystanku autobusowym, który już kilka razy służył mi za stołówkę. Jak zwykle żadnych oczekujących podróżnych nie zastałem i było miejsce bym mógł się rozgościć i poczuć jak u siebie w domu. Oddałem się błogiej konsumpcji, kontemplując otoczenie. Na przeciwko stał niedokończony murowany dom z pustaków, co jakiś czas przejeżdżał samochód, odprowadzałem wzrokiem przechodniów i bujałem w obłokach, rozpływając się po każdym kęsie bułki, który wysyłał sygnały do mózgu, że jest dobrze.
![]() |
© Mirek W. / Drugie śniadanko. |
Dopiero od Dąbrowy Tarnowskiej zaczął się nieodkryty jeszcze przeze mnie 30-kilometrowy odcinek aż do Pacanowa, ale droga była łatwa, bo jechałem krajową 73 i prowadziły mnie drogowskazy. To był plus, a minusem był duży ruch samochodów i to trochę drażniło, jak zwykle zresztą.
W Szczucinie zrobiłem nieplanowany, niezbyt długi postój, gdy moją uwagę przykuły różne pojazdy, stojące na ogrodzonym terenie wokół dużego budynku. Jadąc wzdłuż ogrodzenia i przyglądając się temu, co znajdowało się po drugiej stronie, zastanawiałem się jaka to instytucja tam się mieści. Zaraz za końcem ogrodzenia zrobiłem nawrót i udałem się do bramy wjazdowej, którą minąłem kilkaset metrów wcześniej i odczytałem napis na budynku, który mówił, że jest to siedziba Muzeum Drogownictwa. Jest to jedyne takie muzeum w Polsce i Europie.
![]() |
© Mirek W. / Lokomotywa spalinowa WLS-50. |
Na portierni zapytałem o możliwość wejścia na teren muzeum, żeby zrobić zdjęcia, bo nie wiedziałem czy wstęp jest wolny, czy trzeba kupić bilecik. Dowiedziałem się, że jak najbardziej można wejść za darmo, a nawet portier zaproponował mi wbicie pieczątki na dowód tego, że tam byłem, bo jak powiedział niektórzy rowerzyści proszą o to. Ja jednak podziękowałem, bo nie zbieram takich pieczątek i poszedłem pofocić :)
Najbliżej wejścia stoi lokomotywa spalinowa WLS-50 ze zlikwidowanej cegielni w Szczucinie, dalej można znaleźć walce drogowe spalinowe, parowe i takie ciągnięte przez konie, ciągniki, kruszarki, pługi i inne.
![]() |
© Mirek W. / Walec drogowy ciągniony przez konie. |
Na terenie o powierzchni około 2 ha znajduje się kilkadziesiąt różnych maszyn i pojazdów drogowych, a w budynku umieszczono pozostałą część ekspozycji, na którą składają się plany, projekty, mundury i makiety, ale nie wchodziłem do środka z obawy o mój dobytek na rowerze.
8 km dalej na rozstaju dróg stoi pomnik upamiętniający partyzantów Batalionów Chłopskich poległych w bitwie pod Słupią 2 sierpnia 1944 roku.
![]() |
© Mirek W. / Pomnik upamiętniający partyzantów Batalionów Chłopskich. |
Obok pomnika usytuowano ławeczki i na jednej z nich odpoczywał rowerzysta, a ja zamierzałem zrobić to samo, ale tylko na moment, by zalać sobie bidon i zrobić kilka zdjęć, bo na horyzoncie już prawie widać było cel mej podróży. Chciałem mieć jak najwięcej czasu na polowanie na Koziołka Matołka w Pacanowie.
![]() |
© Mirek W. / Sweet focia i w drogę :) |
Będąc już właściwie u wrót Pacanowa, jak się okazało później, zatrzymałem się na drodze krajowej numer 73, przy której stał facet sprzedający truskawki, żeby zapytać go, czy dobrze jadę. Zamiast włączać mapę w telefonie i w pełnym słońcu sprawdzać gdzie jestem, szybciej uzyskałem odpowiedź od handlarza owocami, który poinformował mnie, że jestem na dobrej drodze.
Kawałek dalej zatrzymałem się ponownie i zrobiłem pierwsze zdjęcie z tego artykułu, bo bardzo mi się spodobało miejsce. Niby nic szczególnego - asfalt, trawa i niebo, ale przyciągnęło mój wzrok dzięki panującemu ładowi i symetrii.
![]() |
© Mirek W. / Na rynku w Pacanowie zostałem przywitany przez Koziołka Matołka podróżnika. |
Wjechałem do wsi od strony gdzie nie było oznak postaci stworzonej przez Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza. Wioska jest generalnie malutka i najwięcej śladów koziołka można znaleźć w okolicy rynku, który obszedłem dookoła, wzdłuż i wszerz, robiąc naturalnie zdjęcia najciekawszym elementom nawiązującym do tej postaci. Myślę, że spotkać ją można też w Europejskim Centrum Bajki, ale tam nie dotarłem. Maybe next time :)
![]() |
© Mirek W. / Koziołek chyba się gdzieś wybiera. Ciekawe, co tam zabrał na drogę. |
Tłumów nie było i podejrzewam, że tam rzadko są, no chyba że przyjedzie wycieczka szkolna, albo organizowane jest jakieś wydarzenie np. "Festiwal Kultury Dziecięcej", który ma tam miejsce od 2003 roku. Był też środek tygodnia, a zatem mniejsze prawdopodobieństwo występowania turystów.
Kręcąc się po rynku spotkałem może kilkanaście osób spacerujących chodnikami i siedzących na ławeczkach w cieniu drzew. Pełna sielanka, jak to na wsi, chociaż zabudowa wokół rynku bardziej przypomina miejską. Wioska posiadała bowiem prawa miejskie do 1869 roku.
![]() |
© Mirek W. / Na rynku, w cieniu drzew, chowa się drewniana postać koziołka. |
Pstrykając fotki roweru na tle bramy, na której widniały rysunki z koziołkiem, przepuściłem kilka osób, które szły chodnikiem, dzielącym mnie od fotografowanych obiektów. Jedna kobieta, gdy mnie zauważyła, zaproponowała że może zrobić mi zdjęcie i skorzystałem z propozycji bardzo chętnie, szczerząc zęby do obiektywu aparatu, gdy oddałem go w ręce tej miłej pani :)
![]() |
© Mirek W. / Taka miła pani po drugiej stronie obiektywu i jak tu się nie uśmiechać? :) |
Gdy już poznałem każdy zakamarek rynku udałem się w poszukiwanie drogi wyjazdowej na zachód, którą już kiedyś wjeżdżałem do wsi podczas wyprawy Kraków - Giżycko. Miałem jeszcze nieuregulowane rachunki z maskotką wioski, którą jest sympatyczny zwierzak z rogami i kopytami :) Znajduje się tam ogromny napis Pacanów oraz kilka dużych postaci koziołka, a jednej z nich jeszcze nie widziałem z bliska i chciałem nadrobić zaległości.
![]() |
© Mirek W. / Przed wjazdem do Pacanowa przy drodze krajowej numer 73. |
Sesja zdjęciowa trwała krótko. Do archiwum wspomnień zrobiłem kilka zdjęć z ręki i kilka ze statywu i pojechałem przez Niegosławice w stronę wsi Chrzanów, a następnie przez kolejne małe miejscowości. Chciałem chociaż część trasy powrotnej pokonać z dala od znanej mi już i ruchliwej DK 79, żeby być nieco bliżej natury, a nie bezustannie wśród samosmrodów. Przeraża mnie ilość obecnie jeżdżących aut po drogach. Masakra... Tak mnie to wpieniło, że stało się pożywką dla moich talentów poetyckich i tak oto narodził się w wielkich bólach wiersz o drogach :)
Przez 25 km udawało mi się jechać po drogach o minimalnym ruchu, co wprawiało mnie w błogi stan, aż do momentu, gdy wjechałem na drogę wojewódzką 776, bo wtedy natężenie zwiększyło się. Następne 80 km upłynęły mi bez szczególnych atrakcji z wyjątkiem wdychania spalin i liczenia samochodów, które mnie wyprzedzały i mijały, gdy jechałem w stronę Krakowa.
W którymś momencie przyszła mi ochota na schrupanie soczystego jabłka, bo czułem, że potrzebuję urozmaicenia składników odżywczych i trochę kilometrów przejechałem zanim znalazłem sklep, w którym udało mi się je kupić. W trzech sklepach, do jakich zawitałem, nie znalazłem tych owoców na stanie i musiałem szukać dalej, ale w końcu się udało i lubieżnie zatopiłem swoje zęby w tym owocu grzechu, a moje kubki smakowe zostały zaspokojone.
Jeszcze przed Krakowem, w okolicy Pietrzejowic w gminie Kocmyrzów-Luborzyca, dostrzegłem oddaloną o kilkaset metrów od ulicy, dumnie wznoszącą się ku niebu wieżę ciśnień. Nie chciało mi się szukać drogi, żeby podjechać bliżej, a na wprost się nie dało, bo dzieliła mnie wielka granica, którą było pole sałaty.
![]() |
© Mirek W. / Kto nie wierzy, że koło wieży leży Jerzy? |
Pozostała część trasy nie była na tyle interesująca, żebym chciał jeszcze coś uwiecznić na zdjęciach, chociaż jakbym się uparł, to na pewno bym coś znalazł, ale że już blisko było do zachodu słońca, to sobie darowałem bardziej szczegółową lustrację otoczenia. Wróciłem do domu jeszcze bez konieczności włączania oświetlenia, całkowicie zadowolony z bardzo udanej wycieczki.
Gdy piszę ten ostatni akapit, minął dokładnie miesiąc od tej wycieczki i przez ten czas nie udało mi się zrobić żadnego całodniowego wyjazdu, bo niestety pogoda nas nie rozpieszcza. Dobrze, że można chociaż słuchać muzyki, którą również kocham i pisać wiersze, słuchając muzyki, a nawet wiersze inspirowane tekstami piosenek, co ostatnio udało mi się po raz kolejny :)
Gdy piszę ten ostatni akapit, minął dokładnie miesiąc od tej wycieczki i przez ten czas nie udało mi się zrobić żadnego całodniowego wyjazdu, bo niestety pogoda nas nie rozpieszcza. Dobrze, że można chociaż słuchać muzyki, którą również kocham i pisać wiersze, słuchając muzyki, a nawet wiersze inspirowane tekstami piosenek, co ostatnio udało mi się po raz kolejny :)
Statystyki:
- przejechany dystans: 285,6 km
- czas jazdy bez postojów: 12 godzin 4 minuty
- średnia prędkość: 23,64 km/h
- maksymalna prędkość: 50,2 km/h
- wysokość początkowa: 260 m n.p.m.
- maksymalna wysokość: 315 m n.p.m.
- pokonane podjazdy: 1758 metrów
- temperatura: od ~ 9 °C do ~ 27 °C
Przebieg trasy zarejestrowany za pomocą aplikacji Strava, która zjadła mi około 5 km, gdy niechcący na postoju wcisnąłem stop :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę nie reklamować stron w komentarzu.